Promat chroni budowę drugiej linii warszawskiego metra

Promat chroni budowę drugiej linii warszawskiego metra

Historia architektury i budownictwa zna inwestycje niezwykle spektakularne, a przy tym niewiarygodnie wręcz proste. Bardzo często są one także lokowane w eksponowanych miejscach. Ze względu na ich efektowność często stają się budowlami – ikonami, znanymi wszystkim i szeroko omawianymi (prostota konstrukcji nie ma tu oczywiście znaczenia). Przeciwległym biegunem są tu obiekty niezwykle skomplikowane, trudne konstrukcyjnie i spełniające bardzo wysokie, wyśrubowane wymagania, a jednocześnie niepozorne lub na tyle dobrze ukryte przed oczami obserwatorów, że niewielu ludzi zdaje sobie sprawę z ich istnienia i funkcji. Nierzadko są to obiekty tymczasowe, demontowane po spełnieniu zadania, do którego zostały wyznaczone.

Tak też jest z pewną niezwykłą ścianą. Aby ją jednak w pełni docenić - należy najpierw poznać jej historię. II linia warszawskiego metra jest inwestycją, która zdążyła obrosnąć legendą zanim się jeszcze na dobre rozpoczęła. Można wyobrazić sobie radość Warszawiaków, kiedy oddano do użytku pierwszy etap tej inwestycji, między Dworcem Wileńskim a Rondem Daszyńskiego. Jak jednak łatwo się domyślić - skoro inwestycja ma etap pierwszy - prawdopodobnie będzie miała także i następne. I tu pojawia się poważny problem: w jaki sposób przeprowadzić drugi nie utrudniając jednocześnie, bądź wręcz nie uniemożliwiając korzystania z otwartej już części.

Promat chroni budowę drugiej linii warszawskiego metra

Metro to niezwykle trudny i wrażliwy mechanizm, przede wszystkim ze względów bezpieczeństwa. Ewakuacja tłumu pasażerów z położonych na głębokości kilkunastu (miejscami ponad dwudziestu) metrów stacji i peronów byłaby operacją niezwykle ryzykowną. Należy więc przede wszystkim zrobić wszystko aby do konieczności ewakuacji nie doprowadzić. Stąd niezwykle restrykcyjne wymagania dotyczące bezpieczeństwa (głównie pożarowego). Z drugiej strony sama budowa linii metra to także ogromne przedsięwzięcie logistyczne wymagające użycia wielkich ilości ciężkiego, specjalistycznego sprzętu, a także materiałów palnych. Oznacza to więc podwyższone ryzyko pożaru - a na to zarząd warszawskiego metra nie mógł sobie pozwolić.

Aby pogodzić sprzeczne interesy użytkowników i budowniczych drugiej linii metra zdecydowano się na wzniesienie niezwykłej konstrukcji: ściany oddzielenia pożarowego zapewniającej odporność ogniową REI 120. Obiekt usytuowany przy stacji Dworzec Wileński miał za zadanie oddzielić plac budowy od odwiedzanych każdego dnia przez nawet 30.000 pasażerów peronów. Jest to konstrukcja imponująca. Wsparta na wysokich na kilkanaście metrów stalowych słupach, obejmująca całą szerokość tunelu ma w sumie kilkaset metrów kwadratowych powierzchni. Aby zapewnić wymagane parametry została obudowana dwoma warstwami płyt Promatect L500 o łącznej grubości zaledwie 50mm, co jednak zapewnia dwie godziny pełnej ochrony przeciwpożarowej zarówno własnej konstrukcji jak i znajdującej się za nią stacji. Silikatowo - cementowe płyty Promatect L500 są przy tym niewrażliwe na wilgoć (co bardzo istotne zważywszy na warunki, w których muszą funkcjonować), niezwykle lekkie i łatwe w obróbce. Dzięki temu po ustawieniu głównej konstrukcji nośnej montaż ściany trwał niezwykle krótko i zamknął się relatywnie niewielkim budżetem.

Promat chroni budowę drugiej linii warszawskiego metra

W wypadku konstrukcji tymczasowych są to właściwości niezwykle istotne. Oznacza to bowiem przede wszystkim możliwość bardzo szybkiego przystąpienia do głównych robót. Sama płyta jest przy tym całkiem estetyczna, co przy tej wielkości konstrukcji także ma spore znaczenie, bo najzwyczajniej w świecie trudno ją przeoczyć - nawet jeśli jedynie majaczy na końcu tunelu..

Aktualności